Friday, January 20, 2017
Plochocinska Street in Warsaw – by night / Płochocińska nocą
Philosophical and existential overview
Plochocinska is for me a very special street in Warsaw. Maybe not for the whole lifetime, but for sure for the time of my youth. Probably many of you will perceive such statement as something really weird. What do you see in this? There are no houses upside down, no architectural madness and so on. There is no shopping centre with colourful displays and hefty prices. But I never enjoyed consumption, which steals my ticket to freedom, which is money. And there is nothing more beautiful than freedom.
This out of town road, from Warsaw to Nieporet has its specific atmosphere. Looks grey, even during summertime, quite gloomy and also deserted, just like in some Bergman, Wenders or Herzog movie. Especially at night, this area may offer emotions similar to the ones after watching Depeche Mode video ‘Only When I Lose Myself’. Just like in this clip, this road is long, narrow and without strong street lighting. Just me, darkness and mad Moon.
Practical tips before the trip
Few times in my life, I had a chance to walk this street from the very beginning till the end: from the junction with Modlinska to Zegrzynski Lake. Almost 30 km on foot, so it is better to start journey at the beginning of the night, so I can reach Nieporet / Bialobrzegi at dawn.
Just like for every night walk, it is advisable to carry axe, crowbar or at least knife. For self-defence. But in general this street is very peaceful. Of course, there is always a chance to meet someone in this area. It would be rather a psychopath (statistically rare thing) than common hooligan (more often). Those surroundings look a bit butcherly, but this is just an impression. Trip to places like this one is advisable to clean your mind and test yourself in challenging, not friendly conditions. This is not Antarctica, but be prepared for some struggle.
Theoretically urban zone
So from the beginning. I enter the street by the viaduct near Modlinska. On both sides, I can see the nature, not regulated, not normalised. From the start, everything looks wild and scary. I must watch my step for open drains. I can fall into that and sustain fatal injuries.
I reach PKP (Polish State Railways station) Zeran. Beautiful in its ugliness railway station with viaduct, with no legal access to the general public. PKP Zeran leads in one direction towards neglected and abandoned PKP Torunska and PKP Praga. If I go other way, I will walk through dense forest to PKP Pludy. I can find there also Mother Mary figure with her back to the track, so I may get impression that in bushes, there is a ghost or some human hiding. All of this may take me to Choszczowka forest. ‘But Not Tonight’. I am on my way to Nieporet, not Legionowo.
So continuing, my 5 hours walk via Plochocinska I can see industrial areas. Some of them more, some less rough. I see cement factory and many other industrials, grain plants, lounge areas, not available to the people. I read not long time ago that on these grounds there is one of the deepest swimming pools in Europe. But after midnight, it must be closed.
Pavement disappears, a road verge is very narrow. Inner ear is fooled by oncoming cars, which shine straight into my eyes. I feel extreme, in some moments like some wild animal. ‘Outside your car’, ‘Rabbit In Your Headlights’. Then I walk through lovely, long, concrete tunnel under the dyke and walk further – I feel like I am on fire.
Interzone
I reach small bridge towards Brzeziny. Here I have a chance to make a choice and turn right or go straight. No turning! If I have to stop, I will do it just for a moment to see Zeran Channel.
Now I walk through the forest, just like Siekiera used to sing along. There are moments of complete darkness. I am reaching the border of ticket zones near Rembelszczyzna.
Suburban zone – Rembelszczyzna and other places
To enter Rembelszczyzna, I must make another choice. Fork in the road can be misleading. 705 (suburban bus) does not operate at night, bus stop towards Nieporet quite far from the junction. Following my instinct I turn right. Luckily that was a good decision. Route here is more optimistic. Area near gasworks is very well illuminated, so the walk is more pleasant.
Night time, psychedelic phase
This joy of lights did not last long. After passing Rembelszczyzna, there is a darkness or at least half-light. Time – between 3 and 4am. In my head I can hear David Bowie’s ‘Art Decade’. Mood psychedelic and timid. For quite long time, I walk through this night so my mind is a bit dizzy. Too much darkness and connotations. Tree which looks like a human or some tunnel. And still I must be aware of the cars.
Nieporet – morning hope, new dawn fades
5am. I am in Nieporet. ‘New Dawn Fades’, but sounding quite optimistic. What a pleasure being able to sit down on the bench at the bus stop near PKP Nieporet.
After short rest, I walk further to see swans by the Zegrzynski Lake.
Zegrzynski Lake and Bialobrzegi – hello and goodbye
Morning, thick fog over the waters and meadows. I turn right and then left. Passing by yacht clubs, sailboats and other things like that. Finally I reach final stop of suburban bus 705, located near the forest. Time to come back to reality. I catch first ‘Ikarus’ and return to civilisation…
Po polsku-
Rys filozoficzno-egzystencjalny
Płochocińska jak dla mnie jest najbardziej niezwykłą ulicą w Warszawie. Może niekoniecznie na całe życie, ale na pewno na czas mojej młodości. Choć wielu postuka się w głowę, no bo co ja w niej widzę. Domy do góry nogami nie stoją, nie ma jakiś bajerów architektonicznych i innych takich. Nie ma tez drogiego pasażu handlowego z kolorowymi wystawami i złodziejskimi cenami. Ale mnie nigdy nie interesowała konsumpcja, która przecież kradnie nam nasze bilety do wolności czyli pieniądze. A nie ma nic piękniejszego od wolności.
Ta wylotówka z Warszawy do Nieporętu ma klimat. Jest szara, nawet latem, dość posępna i jednocześnie odludna jak w jakimś filmie Bergmana, Wendersa czy Herzoga. Szczególnie nocą okolica ta gwarantuje wrażenia podobne do odczuć po obejrzeniu teledysku Depeche Mode ‘Only When I Lose Myself’. Podobna jak w klipie: długa, wąska droga, bez mocnego oświetlenia. Tylko my, ciemność i szalony Księżyc.
Porady praktyczne przed wyprawą
Kilka razy w życiu miałem okazje przejść ją całą – od skrzyżowania z Modlińską aż do ‘rozstaju’ przy Zalewie (jeziorze) Zegrzyńskim. Prawie 30 km drogi, więc wyprawę najlepiej zacząć na początku nocy, żeby dotrzeć do Nieporętu / Białobrzegów o świcie.
Tak w ogóle przy chodzeniu nocą, dla samoobrony (albo nastraszenia) zalecane jest noszenie siekiery, łomu albo przynajmniej noża. Jednak ta ulica jest dość spokojna. Jeśli jest szansa kogoś napotkać to bardziej psychopatę (statystycznie rzadziej) niż pospolitego łobuza (częściej). Okolica tylko sprawia wrażenie rzeźnickiej. Wyprawa taka jest zalecana dla oczyszczenia psychiki i sprawdzenia się w trudnych, nieprzyjaznych warunkach. Choć Antarktyda to oczywiście nie jest.
Strefa teoretycznie miejska
No ale od początku. Wchodzę w ulice kolo wiaduktu przy Modlińskiej. Po obu stronach nieuregulowana przyroda. Nieunormalniona i nieugrzeczniona więc dla wielu już na samym początku jest strasznie i dziko. Trzeba uważać na studzienki, które czasami bywają otwarte. Można wpaść i doznać skrajnych obrażeń.
Docieram do PKP Żerań. Piękna w swej ohydzie stacja kolejowa z wiaduktem, po którym ludziom nie wolno chodzić. Oficjalnie. PKP Żerań prowadzi w jednym kierunku na zaniedbane i odludne PKP Toruńska i Praga. Natomiast w druga stronę jest coraz gęstszy las aż do PKP Płudy. Jest tam też odwrócona plecami Matka Boska, którą można pomylić z kimś żywym lub duchem. No i to wszystko zaprowadziłoby mnie do lasu w Choszczówce. ‘But Not Tonight’. Jestem cały czas na drodze do Nieporętu a nie do Legionowa!
Tak więc kontynuując mój 5cio godzinny spacer Płochocińską na początku mijam tereny industrialne. Jedne bardziej a drugie mniej surowe (czytaj poobgryzane i zaniedbane). Oczywiście słynna cementowania i rożne inne industriale, zakłady zbożowe, urbexy, hale ‘niedostępne dla ludzi’. Jak niedawno czytałem na tym terenie znajduje się jeden z najgłębszych basenów pływackich w Europie. No ale po 24tej to chyba nieczynne?
Chodnik się urywa a pobocze bardzo wąskie. Błędnik jest ogłupiany co chwila nadjeżdżającymi z przeciwka samochodami, które świecą prosto w oczy. Czuję się skrajnie, momentami jak jakieś dzikie zwierze. ‘Poza samochodem’. ‘Rabbit In Your Headlights’. Przechodzę przez surowo przeuroczy, długi betonowy tunel pod nasypem i idę dalej – ‘on fire’.
Interzone
Docieram do mostku na Brzeziny. Tu mam szanse dokonać wyboru i skręcić w prawo albo iść dalej? Żadnego skręcania. Jeśli już to tylko na moment, żeby zobaczyć Kanał Żerański.
Następnie ‘idziemy przez las’ jak to śpiewała Siekiera. Momentami jest zupełnie ciemno. Zbliżam się do granicy stref biletowych i wchodzę w strefę podmiejską na wysokości Rembelszczyzny.
Strefa podmiejska – Rembelszczyzna i inne
Aby wejść do Rembelszczyzny muszę dokonać kolejnego życiowego wyboru. Rozwidlenie może zmylić a 705 w nocy nie jeździ, przystanek w stronę Nieporętu dość daleko od skrzyżowania. Tak trochę na instynkt skręcam w prawo. I dobrze wybrałem!
Trasa na tej wysokości jest bardziej optymistyczna. Okolice gazowni są mocno oświetlone, więc idzie się przyjemniej.
Faza nocna-psychodeliczna
Jednak niedługo tej radości. Za Rembelszczyzną znów ciemności lub przynajmniej półmrok. Jest już miedzy 3cią a 4tą nad ranem. W głowie ‘Art Decade’ Davida Bowiego. Czyli nastrój psychodeliczno-przytłumiony. Dość długo już idę przez tą noc, więc lekko mam umysł zwichrzony. Nadmiar ciemności i skojarzeń. Drzewo co wygląda jak człowiek, a to jakiś tunel. I nadal trzeba cały czas uważać na samochody.
Nieporęt – poranna nadzieja, blednący świt
5ta rano. Docieram do Nieporętu. ‘New Dawn Fades’, ale dziś brzmiący dość optymistycznie. Co za szczęście móc nad ranem usiąść na ławce na przystanku autobusowym koło PKP Nieporęt.
Potem idę dalej, żeby zobaczyć jak się mają łabędzie kolo Zalewu.
Zalew Zegrzyński i Białobrzegi – witają i żegnają
Poranna mgła nad wodą i trawami. Skręcam w prawo a potem w lewo, mijając kluby żeglarskie, żaglówki i inne takie. Docieram do pół-leśnej pętli 705. Czas wrócić do rzeczywistości. Łapie pierwszego ‘Ikarusa’ i wracam do cywilizacji…
Labels:
art decade,
dark tourism,
david bowie,
low,
plochocinska,
sightseeing,
tourism,
urbex,
warsaw,
warszawa,
zeran
Location:
London, UK
Subscribe to:
Comments (Atom)